22 stycznia 2010

Sesja

Sesja, sesja, sesja…

Dziś pisałam pierwszą Klausur czyli pierwszy niemiecki egzamin w moim życiu… Pisemny rzecz jasna… W sobotę okaże się jaki będzie rezultat mojego dzisiejszego pocenia się przez 1,5 godziny… Mam nadzieję, że to zaliczę choć nie było łatwo się uczyć. A do tego ta niemiecka terminologia prawnicza jest do dupci… Niemcy mają tendencję do tworzenia wyrazu z 3 lub czterech innych… i potem wyskakuje taki w książce na pół strony i nie wiadomo co z nim zrobić. No i stwierdzam, iż zdecydowanie wolę uczyć się i zdawać egzaminy po polsku… Wtedy przynajmniej wiem o czym czytam, bo tutaj to nie zawsze zdaję sobie sprawę co autor miał na myśli.
Aczkolwiek musze przyznać, że atmosfera trwająca na egzaminie jest bardziej przyjazna studentom niż na mojej macierzystej uczelni. Otóż pan profesor przyszedł na egzamin z dwoma kartonami czekoladek! Tak… Tak… Naprawdę! Byliśmy w niemałym szoku… A to tak żeby nam się lepiej myślało… ale jak to mówią z pustego to i Salomon nie naleje, więc jak ktoś nic nie umiał, albo nie miał pomocy naukowych to mu nawet czekoladki nie pomogły na zmobilizowanie szarych komórek.
I nie myślcie, że to tylko jeden taki profesor… Na jednym z wykładów jak ktoś dobrze odpowie na zadane pytanie przez prowadzącego to dostaje…

Uwaga…

Cukierka!

W sumie jakić to system motywacyjny na pewno jest…
Przede mną jeszcze 4 egzaminu… 3 ustne i jeden pisemny… Najbliższy w kolejny czwartek… Czekają mnie intensywne 3 tygodnie…
Niestety nauka w obcym języku zajmuje podwójnie a nawet potrójnie czas… Tak więc trzeba troszkę przysiąść na tyłeczku i się pouczyć, bo za ładne oczy to nikt niestety nie stawia pozytywnych ocen…

Następnym razem relacja z wycieczki do Frankfurtu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz