25 grudnia 2009

Niespodzianka

Aż trudno w to uwierzyć... U nas w Polsce raczej niedopomyślenia i niedoprzełknięcia... Na ostatnich czwartkowych przedświątecznych zajęciach nasz kochany profesor z nudnego wykładu, któren ma za zadanie wprowadzić nas do niemieckiego systemu prawnego i niemieckiej terminologii zaprosił nas na Weihnachtsmarkt na świąteczny specjał... Glühwein... Oczywiście profesor stawiał:)









A tu nasza ekpia z zielonego Jeepa;]

Świątecznie

Co by było, gdyby w ten magiczny czas każdy z Nas na moment się zatrzymał i zamiast na niebo spojrzał w oczy bliskiej osoby i w nich dopatrzył się pierwszego blasku… Gdyby choć raz dał więcej niż wziął… Gdyby rozpakował prezent i znalazł w nim ciepłe myśli dla innych. Jeśli przystroiłby choinkę miłością, dobrą wolą, dodatnim bilansem nadejścia i pożegnania… Co?? Mielibyśmy takie Święta jakich chce wam życzyć. Niech ważne będzie to co WAŻNE!!!




Wesołych Świąt!

Mimo tego, że Święta w domu z rodzinką to na koniec kilka przedświątecznych zdjęć z świątecznego Bonn:)




Altes Rathaus







Sternstrasse







Weihnachtsmarkt






Będąc na Weihnachtsmarkt nie można nie skosztować Glühwein jest to rodzaj niemieckiego grzanego korzennego wina. Powstaje ze zmieszania białych lub czerwonych win gronowych (bądź owocowych) z imbirem, cynamonem, goździkami, sokiem cytrynowym, cukrem i wodą. Może być także wzmocnione rumem lub arakiem. Napój podaje się na ciepło Smakuje wyśmienicie. Polecam!







Słodkości... Aż trudno się oprzeć...

Drachenburg i Drachenfels

Tym razem fotorelacja z wypadu na Zamek Drachenfels (Siebengebirge) i Schloss Drachenburg. Znajdują się niedaleko Königswinter, około 10-15 km od Bonn. Są to niezwykłe miejsce… Zresztą sami zobaczycie.



Drachenfels to usadowiona na szczycie wzniesienia mroczna i tajemnicza budowla zdaje się górować nad całą okolicą. Zdecydowanie to miejsce jest godne polecenia na popołudniowe przechadzki i nie tylko… To miejsce żyje swoim życiem… Cisza… Spokój… piękne, niezapomniane widoki…



Drachenfels, najsłynniejsza góra Siedmiogórza, wznosząca się majestatycznie nad wodami Renu.




Tu bohater opowieści o Nibelungach, Zygfryd, stoczył swą walkę ze strasznym smokiem – ostatnim przedstawicielem swojego gatunku. Wszystko zaczęło się od legendarnego skarbu Nibelungów, ukrytego gdzieś w jaskini smoka – skarbu dotąd nieodnalezionego.



Troszkę historii…

Smocza Skała" była niegdyś ogromną warowną twierdzą która na stałe wpisała się w mroczną historię Germanii - krainy z niepohamowanymi jak zawsze zapędami do stworzenia Imperium. Niewiadomo dokładnie skąd wziął się zamek i na czyje zlecenie rozpoczęto budowę, wiąże sie to z niechlubną historią przybytku który już od samego początku nie szczycił się dobrą sławą w ówczesnym Kościele. Przez całą historię zamku dziesiątki razy próbowano zniszczyć twierdzę a wszelkie zapiski i dokumenty o przeklętej skale skrupulatnie palono. Pierwsze zachowane dokumenty pochodzą z roku 1040 kiedy to hrabia Kölner Erzbischof Arnold I objął władze nad Zamkiem.
Legendy podają, że kolejni właściciele zamku otrzymywali w spadku po nieznanym fundatorze przybytku niezwykłą moc. Mogli oni ponoć panować nad gnieżdżącymi sie w jaskiniach góry smokami.



W latach 1618-48 szaleje wojna 30-letnia, która doszczętnie rujnuje Zamek i posiadłości na wzgórzu. Podczas panowania ostatniego z prawowitych właścicieli zamku - Kölnera Kurfürsta Ferdinanda zamek popadł w ruinę. Od tego czasu zachowała sie [w części] jedynie północna wieża zwana Wieżą Diabła. Odrestaurowano jedno obserwatorium, które położone jest na zboczu dziś mieści się w nim muzeum gadów i zoo.







Legendy głoszą, że we wnętrzu wzgórza ciągle jeszcze leżą uśpione gady czekając na prawowitego właściciela gotowego objąć nowe krwawe rządy. Żaden z hrabiów Zamku nigdy nie został pochowany, a informacja o ich śmierci pozostaje zagadką. Miejscowa ludność jest za to przekonana że fundatorem ogromnego zamku był sam diabeł a kolejni panowie Smoczej Skały w zamian za siłę i nadludzkie zdolności oraz posłuch wśród smoków mieli oddać mu swą duszę.