28 stycznia 2010

Frankfurt am Main

Poniżej obiecana relacja z Frankfurtu.





Otóż ESN czyli Erasmus Student Network. Ogólnoeuropejska organizacja studencka o charakterze non-profit, której celem jest wspieranie i rozwój programów międzynarodowych wymian studenckich, w tym zwłaszcza programu Erasmus zorganizowała Nam Erasmusom wycieczkę do Fraknfurtu.;]

Frankfurt am Main to piąte co do wielkości miasto Niemiec i jedna z najważniejszych metropolii finansowych świata oraz znane centrum wystawiennicze. Dzięki swemu położeniu ważny węzeł komunikacyjny z trzecim pod względem ilości pasażerów lotniskiem w Europie (8. miejsce na świecie).

Zwiedzanie zaczęliśmy oczywiście tradycyjnie od starego miasta.














Potem mieliśmy chwilę wolnego czasu na buszowanie po sklepach, ale my wybraliśmy spacerowanie po mieście. Następnie udaliśmy się do Europejskiego Banku Centralnego.





Oczywiście taka gapa jak ja zapomniała dowodu osobistego. Trzeba było nie mało się naprosić by wpuszczono mnie na legitymację studencką. Prawdę mówiąc byłam już przekonana, że nie wejdę. A jednak się udało;]
Oczywiście w budynku pełna ochrona. Nikt przypadkowy raczej nie dostanie się do środka. Już na samym wejściu wita nas mało przyjemny pan ochroniarz. Potem każdy musiał przejść przez brameczki takie jak na lotnisku i w przypadku pań to musiały okazać zawartości swoich torebek.
W środku czekała na nas dość miła niespodzianka... Poczęstunek oraz wykład z dyrektorem Centralnego Europejskiego Banku Michaelem Sturmem.

Niestety nie udało Nam się wejść na słynną wieżę telewizyjna, ze względu na mało przyjazne warunki klimatyczne i zalegający na niej śnieg ;/











Ogólnie miasto warte zobaczenie. Śliczne, stare kamieniczki mieszają się wśród nowoczesnych drapaczy chmur. Sądzę, że w tym mieście każdy znajdzie coś dla siebie.

A tak na koniec pan sprzedający wursty przy centrum handlowym;) Jak widać niektórzy maja głowy pełne pomysłów;]


22 stycznia 2010

Dla R.

Dziś w nocy, gdy w bezbrzeżną ciemność zaczynał wkradać się promyk budzącego się dnia... Myślałam o Tobie...

Dzisiejszej nocy z rozpaczą szukałam Twych ramion...
Uświadomiłam sobie, że Cię nie ma...
Rano czekając na Twój zaspany uśmiech uświadomiłam sobie, że go dziś nie zobaczę...
W południe goniąc za Twoim roztargnieniem uświadomiłam sobie, że dziś go nie doświadczę...
Po południu oczekując pocałunku na policzku uświadomiłam sobie, że go dziś nie poczuję...
Wieczorem marząc o zapachu Twojego ciała uświadomiłam sobie, że Ciebie nie ma...

Tęsknię…

Sesja

Sesja, sesja, sesja…

Dziś pisałam pierwszą Klausur czyli pierwszy niemiecki egzamin w moim życiu… Pisemny rzecz jasna… W sobotę okaże się jaki będzie rezultat mojego dzisiejszego pocenia się przez 1,5 godziny… Mam nadzieję, że to zaliczę choć nie było łatwo się uczyć. A do tego ta niemiecka terminologia prawnicza jest do dupci… Niemcy mają tendencję do tworzenia wyrazu z 3 lub czterech innych… i potem wyskakuje taki w książce na pół strony i nie wiadomo co z nim zrobić. No i stwierdzam, iż zdecydowanie wolę uczyć się i zdawać egzaminy po polsku… Wtedy przynajmniej wiem o czym czytam, bo tutaj to nie zawsze zdaję sobie sprawę co autor miał na myśli.
Aczkolwiek musze przyznać, że atmosfera trwająca na egzaminie jest bardziej przyjazna studentom niż na mojej macierzystej uczelni. Otóż pan profesor przyszedł na egzamin z dwoma kartonami czekoladek! Tak… Tak… Naprawdę! Byliśmy w niemałym szoku… A to tak żeby nam się lepiej myślało… ale jak to mówią z pustego to i Salomon nie naleje, więc jak ktoś nic nie umiał, albo nie miał pomocy naukowych to mu nawet czekoladki nie pomogły na zmobilizowanie szarych komórek.
I nie myślcie, że to tylko jeden taki profesor… Na jednym z wykładów jak ktoś dobrze odpowie na zadane pytanie przez prowadzącego to dostaje…

Uwaga…

Cukierka!

W sumie jakić to system motywacyjny na pewno jest…
Przede mną jeszcze 4 egzaminu… 3 ustne i jeden pisemny… Najbliższy w kolejny czwartek… Czekają mnie intensywne 3 tygodnie…
Niestety nauka w obcym języku zajmuje podwójnie a nawet potrójnie czas… Tak więc trzeba troszkę przysiąść na tyłeczku i się pouczyć, bo za ładne oczy to nikt niestety nie stawia pozytywnych ocen…

Następnym razem relacja z wycieczki do Frankfurtu.

9 stycznia 2010

Dookoła cztery ściany i ja. Nie słychać nawet szmeru krzątających się za ścianą sąsiadów. Tylka ja i cisza. Cisza i spokój.
Jestem, ale od jakieś czasu mam wrażenie jakby mnie nie było. Chyba od jakiegoś czasu nie odróżniam już nocy od dnia i wszystko mi jedno...
Chyba od jakiegoś czasu nie ufam nikomu i niczemu... Nie ufam już nawet sama sobie. Jakiś czas temu zostałam gdzieś daleko i wszystko toczy się z rozpędu.
Tak, tak właśnie jest odkąd Cię nie ma obok.
Brakuje mi Ciebie, tego roztargnienia, które wraz z Tobą się pojawiało…

8 stycznia 2010

Znów była ta okropna noc, w której zbudziły się demony, które nie pozwalają mi spać. Błądzę po pustyni zagubienia. Zgubiłam siebie, zgubiłam moją osobowość... to niesamowite jak człowiek może cierpieć.
Ktoś kto powiedział, że cierpienie uszlachetnia był obłąkany...
Nie lubię takich dni jak ten… gdy, wszystko wydaje się bez sensu i beznadziejne, gdy zawodzi ktoś w kim pokładaliśmy jakieś nadzieje i plany. Szkoda tylko, że nie mogę się znieczulić i patrzeć z obojętnością na otaczający mnie świat.
Rozczarowana…