4 stycznia 2011

Bezsenność

To jest ta noc, w której nie ma nadziei na świt.

Znów siada przy oknie, i chociaż zaciśnięte nerwowo powieki nie chcą odsłaniać oczu i tak widzi wszystko bardzo wyraźnie... Cyklicznie powtarza sobie w myślach coś, co niewątpliwie wyprowadza ją z równowagi. Nieświadomie, łamiącym się i pełnym zrozpaczenia głosem przenosi niespokojne wizje na usta. Nie ufa już Jemu, nie ufa już sama sobie... Zresztą, jak mogłaby sobie ufać, skoro nawet nie potrafi logicznie wytłumaczyć, co takiego dzieje się z jej ciałem i umysłem. W każdej sekundzie podświadomość podsumowuje każdą minutę mającą jakieś znaczenie.
Tylko utrata czegoś na czym nam mocno zależy jest w stanie wywołać taki ocean bólu.
Szpilka miotająca się niesfornie pod klatką piersiową bezlitośnie nie pozwala jej złapać oddechu. Odruchowo przygryza, niegdyś cały czas uśmiechnięte, a teraz pełne zrozpaczenia, usta i łapie się za głowę, która obciążona niekontrolowanymi pociągnięciami za włosy, zdaje się jakby nadmiernie ulegać sile grawitacji. Gdyby nie pewność, że postawi cały dom na nogi- krzyczałaby. Krzyczałaby z całych sił. Z trudem powstrzymuje płacz, usiłując nieco mocniej, i mocniej domknąć powieki. Coś jednak stanowczo jej to utrudnia.
Wszystko mija...
Po chwili łapczywie i głośno łapie powietrze. Szpilka jakby zniknęła. Może już swobodnie oddychać. Roztropnie, z przesadzoną ostrożnością puszcza włosy, kładzie ręce na kolanach, unosi głowę do góry i z wyczerpania opiera ją o ścianę. Boi się tylko otworzyć oczu. Jej policzki są jeszcze mokre, ślad bólu nie zatarł się do końca. Wyrównuje oddech i przezornie podnosi powieki do góry. Mimo nocnych ciemności wyraz cierpienia na całej jej twarzy maluje się jakże wyraziście. To jest ta noc, w której nie manocne cie[ nadziei na świt.

Kolejna nieprzespana noc, pełna łez...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz